Analiza po walce Marcin Tybura vs.Derrick Lewis

Podobnie jak poprzednim razem, po gali UFC FightNight 121: Werdum vs. Tybura, tak i po ostatniej walce Marcina Tybury na gali UFC FN 126 prezentujemy analizę jego starcia. Niestety była to kolejna porażka naszego zawodnika której szkoda tym bardziej, że była to walka którą do momentu nokautu Tybur zdecydowanie wygrywał. Co zagrało a co zawiodło i jaka może być przyszłość Marcina w największej organizacji na świecie? Zapraszamy do lektury analizy po walce Tybura vs. Lewis.

Już początkowe sekundy walki zmroziły wszystkim kibicom Polaka krew w żyłach. Derrick Lewis w zasadzie pierwszym ciosem posadził Marcina Tyburę na deski. Uniejowianin jednak szybko się pozbierał i zaczął realizować swój plan. Nie brakowało kopnięć na przeprost kolana czy aktywnej pracy w parterze. Niestety sytuacja z pierwszej akcji tej walki powtarzała się co daje jasny wniosek na przyszłość, że Marcin nie może pozwolić sobie na opuszczanie rąk. Warto jednak zauważyć, że za każdy knockdown czy szarżę Lewisa, Marcin odpłacał mu wejściem w dosiad lub za plecy czyli zdobyciem najbardziej dominujących pozycji w MMA co samo w sobie pozwalało na odzyskanie punktów czy nawet przewagę na kartach sędziowskich. Również statystyka jest tutaj po stronie Tybura, który bił więcej i częściej, co niestety w ostatecznym rozrachunku nie przyniosło oczekiwanego efektu.

Tybura vs Lewis statystyki

Źródło: fightmetric.com

Bardzo dużą zmarnowaną szansą okazał się świetny parter w którym Marcin absolutnie dominował Amerykanina. Sprawdziła się również predykcja którą typowaliśmy w analizie przed walką dotycząca ewentualnego starcia w tej płaszczyźnie. Sam klucz na rękę który Marcin zastosował w ostatnich sekundach pierwszej rundy był zapięty za późno aby mówić tutaj o jakimkolwiek powodzeniu (choć sam w sobie uchwyt był pełny i zaliczony do statystyk jako „submissionattempt” czyli próba poddania) to cały obraz drugiej rundy aż prosił się o wykończenie duszeniem zza pleców czy balachą z dosiadu. Uwagę zwracają jednak przejścia z dosiadu za plecy i z powrotem. Kontrola pozycji oraz wykorzystanie łokci czy wykluczanie rąk przeciwnika również wyglądało bardzo zadowalająco.

Trzecia runda pokazała, że Marcin odrobił lekcję z pojedynku jaki stoczył z Fabricio Werdumem i wykazywał inicjatywę stosując ataki w stójce. Tybur słuchając poleceń narożnika zasypał rywala kopnięciami na które ten nie miał szczególnej odpowiedzi. Niestety, nie sprawdziły się prognozy dotyczące kondycji Amerykanina. Mimo, że potwornie zmęczony, potrafi się zerwać i wykazać resztki sił oraz dynamiki co w tym wypadku doprowadziło do zakończenia walki. Mimo usypiającego wręcz dreptania wewnątrz oktagonu „Black Beast” potrafił utrzymać klincz a następnie szybko go zerwać i wyprowadzić serię ciosów która zamroczyła Uniejowianina. Tym samym Marcin doznał pierwszej, i miejmy nadzieję że ostatniej porażki przez nokaut.

Mimo prowadzenia przez znaczną część pojedynku nasz zawodnik poniósł porażkę i przez to tym bardziej szkoda tego rezultatu. Jest to druga przegrana Marcina z rzędu i w tej chwili rekord Tybura wynosi w UFC 3-3. Raczej nie grozi Marcinowi zwolnienie z organizacji bezpośrednio po tej walce, jednak kolejny bój może być już dla jego dalszej kariery ważący. Można przewidywać jednak, że kolejnym rywalem Marcina nie będzie to nikt z czołówki jak i również nie będzie to walka w co/main evencie jak miało to miejsce w ostatnich dwóch pojedynkach. Być może pozwoli to Marcinowi na odpoczęcie od wielkich, promowanych medialnie walk i skupienie się na swoim warsztacie, który jak ewidentnie widać jest coraz lepszy (choć nie idą za tym póki co, wyniki). Cały zespół StormCloud trzyma za Marcina kciuki i z niecierpliwością czekamy na jego kolejną walkę i powrót na zwycięskie tory.

Komentarze

Zostaw komentarz

Top